O mnie

Imię i nazwisko: Grzegorz Kamiński

Zamieszkały w: Lublin

Zawód: Menadżer IT

Patrząc się na wpisany powyżej zawód, nasuwa się pytanie – „Skąd biżuteria i do tego drewniana?”. Jednak bardziej odpowiednie pytanie to „skąd pomysł na dłubanie w drewnie?” Bo to od drewna się zaczęło. Biżuteria przyszła dopiero później.
Odkąd pamiętam, drewno zawsze było gdzieś blisko mnie. Pamiętam, że w dzieciństwie zaberałem tacie listewki oraz wypalarkę i całymi dniami potrafiłem siedzieć nad nimi i wypalać różne znaczki. Nie było to nic, czym można się pochwalić, ale mnie wtedy cieszyło.

Powrót do drewna zapoczątkowało szukanie nowego hobby. Dotychczasowe (akwarystyka), po kilkunastu latach zeszło na dalszy plan. Akwarium posiadam ustabilizowane, więc nie ma sensu robić w nim rewolucji, a na nowe w mieszkaniu nie ma miejsca. Wykonywana przeze mnie praca jest jednak na tyle stresująca, że  hobby stało się koniecznością. Na dodatek musiało to być hobby:

  1. zupełnie niezwiązane z IT, czyli z tym czym zajmuję się na codzień,
  2. umożliwiające włączenie się w nie żonie,
  3. pozwalające mojemy dziecku być w pobliżu i od czasu do czasu mi pomóc.

Wszystkie te rzeczy znalazłem w drewnie. Przede wszystkim to, co robię wymaga skupienia. Nie mam więc możliwości by myśleć o sprawach związanych z IT.
Po drugie – zainteresowało moją żonę. Po tym jak poświęciłem kilka miesięcy na opracowanie technologii produkcji, wejście żony w moje hobby może odbyć się bez zbędnych nerwów, Na razie, z racji opieki nad naszym dzieckiem, nie może poświęcić zbyt dużo czasu na ćwiczenia, ale jestem przekonany że w niedługim czasie firma Kamińscy stanie się prawdziwie rodzinną firmą a ZUS dostanie składki za kolejną osobę.
No i wreszcie dziecko – duża część prac może być wykonywana przy nim. Może nie te najbardziej „brudne” (jak szlifowanie), ale zdecydowana większość. Nie muszę więc znikać a dziecko cieszy się, że może mi w czymś pomóc.

Pierwsze, co zrobiłem to drewniany nieśmiertelnik z grupą krwi. Dopiero później zacząłem robić obrączki i wisiory.

Do tego co robię, podchodzę zawsze bardzo poważnie. Przez dlugi czas nie mogłem wystartować z produkcją, ponieważ męczyła mnie zbyt duza chęć bycia perfekcyjnym. Wszystko musiało być równe co do ułamka milimetra, wszystko musiało być idealne. Dopiero niedawno dotarło do mnie, że idealnie i równo co do ułamka, to domena maszyn. To, co robię, jest robione całkowicie ręcznie. Owszem, trzeba to robić dokładnie, ale nie nalezy popadać w skrajności. Na tym polega piękno handmade, że nie da się zrobić dwóch rzeczy idealnie takich samych.